sobota, 16 lutego 2013

jeden


            Pakowałam ostatnie rzeczy do swojej sportowej torby z chęcią wydostania się stąd jak najszybciej. Miałam dość kolejnej obserwacji i kolejnych badań, żeby tylko upewnić się, że moja choroba to nie żart i za każdym razem wynik wychodził pozytywny, co sprawiało kolejne łzy na mojej twarzy. Codziennie słyszałam to samo. Myślałam tylko o tym. I o nim. Chciałam, aby tutaj był, aby mnie złapał za rękę i powiedział, że będzie ze mną, nieważne co. Chciałam, aby dał mi tą miłość, tą czułość i szczęście, którego teraz najbardziej potrzebowałam. Potrzebowałam go jak kwiat potrzebował wody do życia, jak wiewiórka potrzebowała wymarzonego orzeszka, aby tylko móc go objąć i być szczęśliwa. Mi tego brakowało. Tęskniłam, ale nie mogłam cofnąć czasu, a nawet jeśli, postąpiłabym tak samo, ponieważ jego fani byli dla niego najważniejsi i ja nie mogłam tego dłużej niszczyć.
- Panno Amelio – usłyszałam za sobą ten dobrze znany mi niski głos doktora, więc szybko się odwróciłam i spojrzałam na niego. – Tutaj jest pani wypis – wręczył mi kawałek kartki na której było coś napisane, ale nie skupiałam się na tym tylko wzięłam ją i położyłam na łóżku – I przypominamy o wizycie raz na dwa miesiące oraz stosowaniu się do poleceń, które również wypisaliśmy pani na kartce i wspominaliśmy o nich wczoraj. Musi być pani bardziej ostrożna..
- Wiem – powiedziałam smutno, niegrzecznie przerywając mu w środku zdania. – Przepraszam. Wiem, że ta choroba to nie przelewki i to nie będzie dla mnie łatwe, ale nie mogę już tego słuchać.
- Rozumiem – uśmiechnął się do mnie blado. – Jest pani młoda i życzymy pani jak najlepiej – dopowiedział, a ja odpowiedziałam mu delikatnym uśmiechem.
- Dziękuje – oznajmiłam i zarzuciłam swoją torbę na ramię, a drugi bagaż z odzieżą wzięłam w prawą ręką, razem z wypisem. – Do zobaczenia – pożegnałam się i opuściłam tak dobrze znaną mi salę, która służyła mi przez dobre dwa tygodnie.
Odetchnęłam z ulgą, że to już koniec i ruszyłam do wyjścia.
Czekał na mnie nowy początek. Nowa szkoła, nowe mieszkanie z Claire i Ann oraz poszukiwanie tego zagubionego uśmiechu. Nie będzie łatwo, zdawałam sobie z tego sprawę. Choroba mogła sprawić, że nawet najlepszy moment, stanie się tym najgorszym. Wystarczyła jedna sekunda nieuwagi, a wszystko mogło się posypać. Moje życie ponownie mogło spaść na sam dół, kiedy dopiero co się stąd podniosło. Ponownie wspinałam się na wysoką górę, będąc dopiero na początku swojej wędrówki. Dopiero budując to, co zostało zburzone i lecząc się ze starych ran. Lecząc się z niego. Nie mogłam przestać o nim myśleć. W każdym śnie nawiedzała mnie jego twarz lub po prostu śniłam o wspólnych wspomnieniach, a rano budziłam się z mokrymi policzkami od łez, bo uczucie tęsknoty było silniejsze ode mnie. Na ekranie telefonu widziałam jego uśmiech, a w tle słyszałam jego piosenki, które jeszcze nie dawno śpiewał, kiedy spędzaliśmy ze sobą czas. Wszystko mi o nim przypomniało, a ja nie mogłam tego powstrzymać. Albo tak bardzo nie mogłam zapomnieć wiedząc co dla mnie zrobił, ale teraz.. musiałam ruszyć na przód. Musiałam sobie poradzić bez jego obecności, chociaż wiem, że będzie to cholernie trudne.

* * *

Wjechałam na siódme piętro, gdzie znajdowało się moje nowe mieszkanie z dziewczynami i szybko skierowałam się wzdłuż korytarza szukając numeru ‘17G’, pod którym mieściło się to małe, ale przytulne miejsce.
Kiedy znalazłam dany numer, wzięłam głęboki oddech i nie wahając się chwili dłużej, zapukałam w drewniane, ciemne drzwi. Nie czekałam długo na odpowiedź z drugiej strony, bo już po kilku sekundach ujrzałam blond włosy z różowym ombre. Na twarzy Ann widniał wielki uśmiech, który teraz wkroczył także na moją twarz z powodu przyjaciółki.
- Amelia! – krzyknęła i mocno przytuliła mnie do siebie. Odwzajemniłam uścisk i zauważyłam, że za nami znajduje się Claire i Josh, którzy oderwali się od rozpakowywania kartonów i spojrzeli na nas. Odchyliłam się od blondynki i przywitałam się z resztą przyjaciół.
- Dobrze Cię widzieć poza szpitalnymi murami – powiedziała do mnie Claire, kiedy się do niej przytulałam.
- Dobrze jest widzieć Was szczęśliwych – odpowiedziałam i mocniej ją objęłam, a kiedy się od siebie odsunęliśmy, przywitałam się jeszcze z Josh’em i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Znajdowałam się w salonie, który nie był zbyt przestronny, ale najważniejsze, że miał wielkie okno prawie na całą ścianę, które odsłaniało kawałek tego pięknego, dużego miasta. Mieściła się też tutaj biała kanapa, szklany stolik do kawy, na którym już stały świeże kwiaty, a prócz tego przy oknie była także lampa i kolumna z książkami. Po lewej stronie przy oknie, znajdował się biały, mały łuk, który prowadził do kremowej, również małej kuchni, a po lewej mały korytarz, który prowadził do dwóch pokoi, natomiast po prawej stronie drzwi do trzeciego pokoju, mojego. Skierowałam się właśnie w tym kierunku i ujrzałam kremowy, mały pokój z różowymi i kwiecistymi dodatkami. Po prawej stronie od drzwi znajdowała się biała, rozsuwana kanapa nad którą była tapeta w różowe, drobne kwiaty. Naprzeciwko łóżka było białe biurko, przy którym stało drewniane krzesło, a obok tego na całej ścianie była zawieszona biała zasłona, która zasłaniała moją szafę. Na podłodze jednak zamiast paneli, znajdował się idealnie wyłożony kremowy dywan, który idealnie pasował do całego nastroju.
- Jak Ci się podoba? – usłyszałam za sobą głos Claire.
- Jest cudowny! Jak Wam się udało to wszystko zrobić w tak krótkim czasie? – spytałam odwracając się do niej.
- Jeśli się kogoś kocha, jest się w stanie zrobić dla niego wszystko – odpowiedziała, a ja mocno przytuliłam ją do siebie czując jak łzy zbierają się w moich oczach.
- Dziękuje Wam bardzo, jesteście wspaniali – wyznałam wciąż ją do siebie tuląc, ale pomimo tego mogłam usłyszeć jak moja przyjaciółka się uśmiecha.
- Cieszę się, że Ci się podoba – usłyszałam i się od niej odsunęłam, ścierając pierwszą łzę, która spływała po moim policzku.
- Nie płacz, głupku – powiedziała w moją stronę Ann z delikatnym uśmiechem.
- To przez to, że mam takich wspaniałych przyjaciół. Przynajmniej wy mnie nie opuściliście – oznajmiłam smutno wypowiadając ostatnie słowa.
- On nie jest tego wart, Amelia. Zaczynasz od nowa, pamiętasz? Taka była Twoja obietnica i wiem, że będzie trudno, ale my Ci pomożemy – powiedziała Claire i otarła łzę spływającą po moim policzku. – A teraz rozpakuj swoje kartony, które znajdują się w salonie i zapraszamy Cię na obiad do naszej ulubionej knajpki. Jestem pewna, że stęskniłaś się już za pysznym spaghetti pana Rob’a – powiedziała, a mi na samą myśl o jedzeniu zaczęło burczeć w brzuchu.
-Jeszcze pytasz? – odpowiedziałam bez wahania, a moje towarzystwo delikatnie się zaśmiało.
To prawda, byłam szczęściarą mając ich obok siebie. Byli ze mną, kiedy tego potrzebowałam i nie opuścili mnie, nawet kiedy byłam zbyt bardzo uparta czy wkurzająca. Nie zostawili mnie dowiadując się o mojej chorobie, czy nie odeszli, kiedy ja potrzebowałam ich wsparcia. Byli przyjaciółmi, za którymi mogłabym wskoczyć w ogień. Pomimo niemiłej przeszłości z Josh’em, czy Ann, dzisiaj miałam do nich zaufanie.
‘Przyjaciele są jak ciche anioły które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać’


Wychodziłem z restauracji, gdzie zabrał mnie Alfredo i od razu usłyszałem dźwięki migawek od aparatu i krzyki fanów, którzy prosili chociaż o sekundę mojej uwagi. Nałożyłem okulary na nos, aby tylko nie dać satysfakcji fotoreporterom i podszedłem do kilkoro dziewczyn, które na mnie czekały. Za mną od razu ruszył Alfredo i Moshe, który pilnował każdego mojego kroku, dbając o moje bezpieczeństwo.
- Hej wam – przywitałem się z kilkudziesięcioma dziewczynami i wziąłem od jednej z nich swoją najnowszą płytę i marker, aby ją podpisać.
- Jak się czujesz? – spytała jedna z nich, a ja wziąłem kolejną okładkę, aby złożyć na nich krótki podpis.
- Jest ok – odpowiedziałem krótko, chociaż sam zwątpiłem w swoją odpowiedź. Po rozstaniu z Amelią nic nie było dobrze. Wszystko straciło na mnie na wartości. Nic innego się dla mnie nie liczyło jak jej strata. Nie umiałem się z tym pogodzić, ale też nie mogłem nic zrobić, aby to poprawić. Codziennie o niej myślałem i nie mogłem zmrużyć oka myśląc czy jeszcze kiedykolwiek mi wybaczy. Spieprzyłem. Wiedziałem o tym. Zawiniłem, bo pozwoliłem jej odejść, a teraz jest za późno na jakikolwiek ratunek tego, co było pomiędzy nami.
- Szanowaliśmy Amelię i przykro nam, że to się tak skończyło – powiedziała blondynka, której właśnie oddałem podpisaną płytę, a ja się do niej delikatnie uśmiechnąłem.
- Dziękuje, to wiele dla mnie znaczy – odpowiedziałem i wziąłem płytę od ostatniej dziewczyny.
- Jesteśmy z Tobą, nie zapominaj o tym – krzyknęła jedna z nich, kiedy odchodziłem już do swojego przyjaciela. Uśmiechnąłem się do nich wdzięcznie i wróciłem do Fredo, z którym ruszyłem dalszą drogą po słonecznym Los Angeles.
Mogłem być twardy, mogłem być silny, ale bez Ciebie nigdy tak nie było. Były czasy, kiedy się na sobie zawiedliśmy, ale pomimo tego potrafiliśmy sobie wybaczyć. Pamiętam wszystkie momenty, w których słyszałem Twój melodyjny śmiech. Wszystkie szalone rzeczy, które razem robiliśmy, a teraz nie mogłem się pogodzić, że nie będziemy już tworzyć wspólnej historii. Tak bardzo marzę, abyś była tutaj ze mną, abyś była blisko. Kochałem każdą Twoją wadę i zaletę, starałem się o Twoje serce i nigdy się nie poddałem, a teraz przegrałem. Przegrałem Ciebie. Chcę, abyś wiedziała, że nigdy nie chciałem pozwolić Ci odejść. Popełniłem wielki błąd, którego nie potrafię sobie wybaczyć. Nie potrafię ruszyć naprzód, kiedy wiem, że nie ma Cię przy mnie. Zwykła, młodzieńcza miłość? Nie. Byłaś dziewczyną, która rozświetliła moją drogę, która nauczyła mnie tak wiele, a ja nie zdążyłem Ci za to wszystko podziękować. Idiota? Nie. Byłem, jestem najgorszym egoistą na świecie i nie umiem się odnaleźć w tym bałaganie, który sam stworzyłem. W tym bałaganie własnych myśli, w których główną rolę odgrywasz Ty.
- Justin, uważaj! – z myślenia ocknął mnie krzyk Alfredo i dopiero po chwili zorientowałem się, że szedłem prosto na pędzący samochód. Szybko się zatrzymałem, a Moshe podbiegł do mnie i popchnął mnie w tył, chroniąc przed wypadkiem. Z moich oczu automatycznie poleciały łzy, które ukryłem pod słonecznymi okularami. Widziałem jak paparazzi wciąż robią mi zdjęcia, ale nie zamierzałem ukrywać swoich emocji. Miałem ochotę walnąć głową o ścianę, a po chwili po prostu wybuchnąć głośnym płaczem i pobyć chwilę w samotności, ale żadna z moich próśb nie mogła być zrealizowana. Jedyne co zrobiłem to znowu pomyślałem o tej drobnej brunetce, która była na drugim końcu kraju.

* * *

            Obudziłam się w swoim nowym pokoju pełna sił i pozytywnej energii poprzez dzisiejszy dzień. Pierwszy dzień na swojej nowej uczelni. Zrzuciłam z siebie biały koc, pod którym spałam i podeszłam do swojej szafy, z której wyciągnęłam czarne rurki, biały, wełniany sweterek oraz czarne botki na niedużym korku. Narzuciłam na siebie wszystkie części garderoby, spakowałam jeszcze do swojej czarnej, zwykłej torby jeden, gruby zeszyt, dwa długopisy oraz inne drobiazgi, które mi się przydadzą dzisiejszego dnia, po czym ruszyłam do łazienki. Wykonałam poranną toaletę, rozczesałam swoje ciemne, długie włosy zostawiając je rozpuszczone i zabrałam się za makijaż, w którym podkreśliłam tylko swoje rzęsy czarnym tuszem i wróciłam do kuchni.
- Dzień dobry – przywitałam się z dziewczynami i podeszłam do ekspresu do kawy, w którym zrobiłam sobie swoją ulubioną czarną, mocną kawę z dodatkiem mleka.
- Dzisiaj wieczór filmowy z Josh’em, co wy na to? – zaproponowała Claire w momencie, kiedy ja wyciągnęłam filiżankę i upiłam łyka gorącej cieszy.
- Jestem jak najbardziej za, ale nie wiem jeszcze o której wrócę, bo dopiero dzisiaj będę miała pełny plan – odpowiedziałam jej.
- Napisz do mnie jak tylko się dowiesz, a ja się wszystkim zajmę – oznajmiła z uśmiechem, a ja tylko kiwnęłam głową, zgadzając się na jej propozycję i spojrzałam na zegarek.
- Cholera! – powiedziałam pod nosem, upiłam łyk kawy i szybko ruszyłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam z szafy czarny płaszczyk i bordowy komin, który owinęłam dookoła szyi poprzez ponurą pogodę na zewnątrz i wróciłam do kuchni. Upiłam ostatni łyk kawy i pożegnałam się z dziewczynami.
- Miłego dnia – usłyszałam krzyk Ann, kiedy byłam już przy drzwiach wejściowych i niemal wybiegłam z budynku bojąc się, że spóźnię się już pierwszego dnia.

            Szłam korytarzem swojej nowej uczelni trzymając w jednej ręce plan zajęć, który przed chwilą dostałam, a w drugiej telefon na którym pisałam smsa do przyjaciółki, iż skończę dzisiaj później niż przypuszczałam.

Do: Claire
Przepraszam, ale ostatni wykład mam przed 7. Wrócę do domu późno. Miłej zabawy.

Nie czekając na odpowiedź próbowałam schować telefon do torebki, ale w tym samym momencie zderzyłam się z silnym torsem, który jak poznałam po perfumach, należał do płci przeciwnej.
- Przepraszam – powiedziałam cicho, a chłopak podniósł kartki, które mi upadły i mi je podał.
- Nic się nie.. Hej, ty jesteś.. – zaczął, w momencie kiedy ja chowałam papiery do torby, razem z telefonem.
- Tak, byłą dziewczyną Justina Biebera – dokończyłam za niego zmęczona już tym wszystkim, że każdy mnie właśnie tak spostrzegał.
- Miałem raczej na myśli Amelia – oznajmił, co mnie kompletnie zbiło z tropu. Uniosłam wzrok i dopiero teraz zobaczyłam tą samą twarz co ponad tydzień temu. Te same brązowe oczy, ten sam zarys twarzy, niewinny uśmiech i krótkie loki.
- Przepraszam, po prostu dla wszystkich właśnie tak się nazywam. Ta od Justina – wyżaliłam mu się, a z jego ust wydobył się krótki śmiech.
- Amelia brzmi o wiele lepiej – skomentował, a ja kiwnęłam głową zgadzając się z nim. – Jestem Fabian – wyciągnął w moim kierunku swoją dłoń, którą uścisnęłam.
- Miło mi Cię poznać – powiedziałam grzecznie w jego stronę, a na jego twarzy wciąż widniał delikatny uśmiech.
- Mi Ciebie również – odpowiedział i w tym samym momencie zauważyłam, że sala do której się kierowałam, właśnie została otwierana przez profesora.
- Muszę iść. Miłego dnia – pożegnałam się z nim odchodząc w kierunku sali.
- Wzajemnie i mam nadzieję, że do zobaczenia. 

________________________________________________

fuuj. kompletnie mi ten rozdział nie wyszedł. miało być całkiem inaczej i wybaczcie
mi, ale nie stać mnie na nic lepszego, a obiecałam rozdział w ten weekend :c 
CZEKAM NA WASZE OPINIE, KTÓRE SĄ NAJWAŻNIEJSZE <3

NIE INFORMUJE OSÓB, KTÓRE ZOSTAWIĄ SWOJE
NAZWY TT POD ROZDZIAŁEM, ALE INFORMUJE LUDZI, KTÓRZY
ZOSTAWIĄ KONTAKT ZE SOBĄ POD TYM LINKIEM. Z GÓRY DZIĘKUJE,
BĘDZIE MI SIĘ POTEM LEPIEJ ODNALEŹĆ :) 

miłego weekendu! 


13 komentarzy:

  1. Ty narzekasz, że Ci nie wyszedł, a mi się cholernie podoba. Jeju, też chciałabym umieć tak wczuć się w bohatera i opisać wszystkie jego uczucia, magia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie żartuj, rozdział jest świetny. Masz wielki talent, piszesz cudownie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie rozumiem dlaczego narzekasz, że rozdział ci nie wyszedł. Masz naprawdę talent do pisania, nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fuuuj? Sama jesteś fuuj, rozdział jest cudowny :)
    Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, gdy czytałam fragment gdy Justin opisywał.. Boże normalnie aż mi się tak smutno zrobiło. Cudowny rozdział. Zazdroszczę Ci tego że tak świetnie piszesz - ja Ci nigdy nie dorównam : ) Po za tym szkoda że tak rzadko dodajesz rozdziały, mam nadzieję że 2 będzie o wiele, wiele szybciej xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny<3 Jeju jak się przestraszyłam jak juju wyszedł na drogę i to auto pędziło na niego i wgl. biedny, taki smutny bez niej..
    Czekam na nn<3

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG! ;( to takie przykre że oni nie mogą być razem :'( najsmutniejsza część Justina :( czekam na nn :) @swaggyjusteen

    OdpowiedzUsuń
  8. czekam na rozwinięcie wątku z tym nowym chłopakiem. pewnie coś nabroi w ich historii :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny, nie mogę się doczekać kolejnego.
    Jakby co zmieniałam nazwę z @Paulina3473 na @swagonlukey :) xx

    OdpowiedzUsuń
  10. nie pisz, że fuuj, bo mi się bardzo podoba ! z resztą wszystko co piszesz mi się podoba <3 uwielbiam Twój dar pisania i Twojego bloga. życzę dalszej weny oraz nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Kocham <3 @xoPaulaoxXD

    OdpowiedzUsuń
  11. nie wyszedł Ci jest genialny, zresztą jak zawsze ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. bardzo mi się podoba nowy part i nie mów fuj bo wcale tak nie jest <3
    Genialnie jak zawsze :) podziwiam Cie ile Ty masz pomysłów :))
    Moim skromnym zdaniem nadaje się to na książkę !!!
    Ivy

    OdpowiedzUsuń